Wśród danych

Blog dla przedsiębiorców działających w cyfrowym świecie

  • Michał Nosowski

Piętnowanie klienta sklepu internetowego


Całkiem świeża sprawa.

Pewna Pani prowadzi sobie na facebooku internetowy sklep z ubraniami. Wrzuca na tablicę zdjęcia ubrań, które można u niej (przez facebooka) zamówić. Wszystko działa bez problemu, ona zarabia, a klientki są zadowolone, bo dostają ładne stroje.

Jedna z opcji wysyłki jest możliwość zapłaty za pobraniem – listonosz przynosi paczkę z ubraniami, a klientka dopiero wtedy płaci za przesyłkę i zamówione rzeczy. Potem te pieniądze trafiają do właścicielki facebookowego sklepu.

Niestety, pewnego dnia jedna z klientek nie odbiera paczki za pobraniem – co wywołuje u sprzedającej zdenerwowanie. Emocje są tak duże, że na facebookowej stronie sklepu pojawia się screen profilu dziewczyny, która nie zapłaciła za paczkę, wraz z kilkoma słowami komentarza.

Na profilu tego butiku pojawiło się sporo głosów, które pochwalały „napiętnowanie” klientki – bo „po co zamawia, skoro nie płaci, tylko generuje koszty dla sprzedającej, a takie osoby muszą ponieść jakieś konsekwencje”.

Pytanie oczywiście jest jedno – czy sprzedająca mogła się tak zachować i jak się do tego ma ustawa o ochronie danych osobowych.

Pierwsza sprawa to odpowiedzenie sobie na pytanie, czy wykorzystano dane osobowe dziewczyny, która dokonała zakupu. Na stronie pojawiło się jej imię, nazwisko i zdjęcie. To w zupełności wystarczy aby zidentyfikować o kogo chodzi. W konsekwencji trzeba uznać, że to były dane osobowe.

I teraz druga kwestia, dotycząca poinformowania o nierzetelnej (w opinii sprzedającej) klientce. Zakładamy, że osoba prowadząca sklep jest przedsiębiorcą i to jest jej działalność gospodarcza. Przepisy ustawy o ochronie danych osobowych oczywiście wskazują, że strony umowy mogą przetwarzać swoje dane osobowe. Mówią jednak, że może być to wykonywane w celu wykonania postanowień tej umowy.

Inną przesłanką, która mogłaby legitymizować przetwarzanie danych w tym przypadku jest prawnie usprawiedliwiony interes administratora danych, w tym również dochodzenie roszczeń z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej. Musimy przy tym założyć, że sprzedająca mogłaby mieć jakieś roszczenia względem kupującej – nie jest to jednak takie oczywiste, bo jeśli towar zamówiła konsumentka przez Internet, to miała prawo odstąpić od umowy, zgodnie z przepisami ustawy o prawach konsumenta (wtedy sprzedająca nie miałaby za bardzo czego dochodzić).

W tej konkretnej sytuacji jednak, żadna z przesłanek nie znajdzie zastosowania. Dlaczego? Bo: 1. zaprezentowanie danych kupującej dziesiątkom osób, które śledzą profil sklepu na facebooku nie jest w jakikolwiek sposób konieczne do wykonania postanowień zawartej umowy, 2. opublikowanie danych nierzetelnej (rzekomo, ale zasadnością roszczeń się nie zajmujemy) klientki nie mieści się w zakresie pojęcia „dochodzenia roszczeń”. W takim wypadku można wezwać klientkę do spełnienia świadczenia pieniężnego, ewentualnie skierować sprawę do sądu. Publikowanie jej danych przed wezwaniem nijak się ma do celu, jakim jest dochodzenie roszczeń. Ponadto jest nieadekwatne i przekracza granice, wskazane ewentualnym celem przetwarzania. Nadto może zostać uznane za naruszające dobra osobiste klientki.

Podsumowując: nie można publikować na facebooku danych osoby, która nie odebrała przesyłki. W ogóle do „piętnowania” osób należy podchodzić bardzo ostrożnie, nawet jeśli mamy jakieś roszczenia wobec nich. Lepiej jednak wziąć parę głębokich oddechów i poczekać aż emocje opadną.


Michał Nosowski

Jestem radcą prawnym specjalizującym się w prawie nowych technologii. Stworzyłem tego bloga po to aby dzielić się swoją pasją - czyli badaniem styku świata IT i prawa.

 

W ramach kancelarii ByteLaw, której jestem współzałożycielem, pomagam głównie startupom, software house'om, freelancerom i ludziom zajmującym się marketingiem internetowym. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zapraszam do odwiedzenia strony Kancelarii.

Projekt: 2020 Michał Nosowski, Toruń.